czwartek, 20 listopada 2014

Poranny pośpiech i ryż


Dzisiaj nie mam czasu na wielkie gotowanie.
Od rana biegam, załatwiam,
odwiedzam średnio ulubione miejsca, bo muszę.
Nie wiem, czy z tego zamieszania wyjdzie coś dobrego,
ale niech mnie tam, są sprawy, od których nie uciekniemy
i tak nas kiedyś dopadną,
zapewne w najmniej oczekiwanym momencie życia.
Ja chyba teraz w takim jestem, więc muszę uważać,
bo los podsyła mi coraz to nowe lekcje do odrobienia.
Czy się czegoś nauczę, wyjdę z życiowej plątaniny wygrana
czy znowu będę zaczynać od nowa?
Brak czasu na rozmyślania, bo życie dziś mnie wyjątkowo goni.
Jestem bałaganiarą, ale w kwestii obiadu,
mam pewne przebłyski organizacyjne.
Kiedy mam intensywny dzień na mieście, lubię rano coś sobie podszykować.
Po powrocie do domu wystarczy tylko ustawić na płycie i podgrzać.

Tak też jest i z tym daniem: wcześniej można wszystko pokroić, wrzucić do miseczki
i w odpowiednim momencie ugotować.
Dokładniej mówiąc zrobi to za nas para wodna, bo w ten sposób dzisiaj powstanie
nasz ryżowy mix.
Cudowne uczucie, kiedy samo się wszystko robi,
noga na nogę, przegląd prasy, dzienników elektronicznych
i w spokoju wypita kawa.
Tak to mogę wychodzić i na dłużej, a później z chęcią wracać.


Ryż z kurczakiem na parze i mój przepis dla Was

Składniki:

3 torebki ryżu
300 g piersi z kurczaka
po połowie zielonej i czerwonej papryki
pół cebuli
2 łyżki koncentratu pomidorowego
5 łyżek oliwy lub oleju
1 łyżka harissy
sól, pieprz
garść natki pietruszki

W dużej misce zalewam wrzątkiem ryż i zostawiam na 10 min. Następnie dodaję do niego pokrojone mięso, paprykę, cebulę, koncentrat, oliwę, natkę pietruszki i przyprawy. Wszystkie składniki dobrze mieszam i przekładam do górnej części garnka do gotowania na parze. W międzyczasie raz staram się przemieszać całość. Gotuję przez 45-50 min.






środa, 19 listopada 2014

A może by tak focaccia ?



W miniony weekend mieliśmy odwiedziny kolegi syna.
To nic nowego u nas, bo biorąc pod uwagę pozostałe dzieci,
to praktycznie codziennie ktoś u nas jest.
Można się przyzwyczaić, w końcu jest dla kogo piec i gotować.
Tym razem kolega z klasy, miły chłopiec, którego bardzo lubimy.
Wbrew pozorom to nie jest takie oczywiste, bo niektórzy goście są aż nadto towarzyscy
i z chęcią przesiedzieliby ze mną w kuchni niż pobawili się z koleżanką czy kolegą.
Wiele razy miałam takich pomocników i umęczyłam się tymi wizytami.
A może powinnam była pokazywać, tłumaczyć,
a nie tłamsić talenty kulinarne w zarodku ?

Z kolegą mieliśmy jednak problem innej natury: wegetarianizm.
Oczywiście jego, nie nasz, bo my przerabiamy niezłe ilości mięsa
i w najbliższej przyszłości nie zamierzamy z niego rezygnować.
Chyba, że nagle w porywie niewyjaśnionej empatii, spojrzymy na poczciwe kurczaki,
krowy i barany z innej perspektywy. Nigdy nie wiadomo.
Najpierw były więc naleśniki z serem i jogurtem ( bezpiecznie ) i nie wiem dlaczego, nawet sama siebie zdumiewam,
że za każdym razem pytam, czy wolno mu jeść jajka.
Oczywiście chłopcy wkraczający w nastoletni wiek szybko głodnieją,
więc koło wieczora zrobiłam dla nich focaccię.
Dostałam instrukcje co do odpowiedniego oleju i mleka,
poczytaliśmy sobie wspólnie skład produktów,
stwierdziliśmy, że się nadają do wegetariańskiego gotowania.
Cóż za ulga, chyba nawet ciasto odetchnęło z radości i wyrosło w błyskawicznym tempie.
Focaccia zjadana była oczywiście gorąca. Planowałam wykorzystać ją do zrobienia kanapek,
ale to raczej zadanie na następny raz i zwiększoną porcję mąki.

Jak wiele można się nauczyć od jadających inaczej.
Jestem pod wrażeniem i już zaczynam kombinować, jaką atrakcję kulinarną zaproponować następnym razem naszemu miłemu gościowi.
Wariacje z brokułów i szpinaku są oklepane, a ja bym chciała zabłysnąć czymś nietypowym
przed tym fajnym chłopcem.

Focaccia z oliwkami i rozmarynem i mój przepis dla Was

Składniki: 

500 g mąki pszennej
10 g drożdży lub torebeczka drożdży instant
400-450 ml letniej wody
łyżeczka soli
łyżeczka cukru
oliwki, rozmaryn, sol morska ( opcjonalnie )

Etap pierwszy:

Do dużej miski wsypuję przesianą mąkę. Osobno rozrabiam drożdże w dwóch łyżkach letniej wody i łyżce cukru i odstawiam w ciepłe miejsce. Kiedy podwoją swoją objętość, wlewam je do mąki, dodaję sól, oliwę lub olej i dobrze mieszam. Energicznymi ruchami wyrabiam ciasto. Miskę przykrywam wilgotną ściereczką i odstawiam na 45-50 min w ciepłe miejsce.

Etap drugi:

Po wyrośnięciu ciasta wyrabiam je jeszcze przez chwilę. Staram się uformować placek o grubości 1 cm i przekładam go do formy z papierem do pieczenia lub wysmarowanej i posypanej mąką. Palcem lub widelcem robię płytkie wgniecenia. Dodaję oliwki lub rozmaryn i smaruję na wierzchu oliwą.
Piekę w temperaturze 200 stopni przez ok.20 min.








wtorek, 18 listopada 2014

Pomarańczowe rozstanie




Czuję, że zbliża się rozstanie z łagodną jesienią.
Zamiast delikatnego przejścia w chłodniejszą porę roku
chyba będziemy od razu mieć arktyczny powiew zimy.
Nie wiem, czy to będzie ta śnieżnobiała, puszysta,
czy znowu zaskoczy nas swoimi kaprysami.
Jaka by nie była, to już czas...
Nasi chłopcy zejdą z boiska na halę,
zaraz zaczną obijać piłką domowe ściany,
maluchy będą spozierać pięknymi oczętami zza omotanych szalikami buziek,
nastolatki częściej będą przesiadywać w domu na czatach z przyjaciółmi
niż włóczyć się bez celu po okolicy,
w domu zrobi się jeszcze głośniej i ciaśniej,
w kuchennych czajniczkach zaparzą się litry herbatek rozgrzewających,
wreszcie znikną z przedpokoju podziurawione i przemoknięte trampki, sorry vansy i conversy,
znowu zaczną się kłótnie o odkrytą głowę i brak szalika...

Jeszcze przez tydzień pomieszkam sobie w otoczeniu ukochanego koloru.
Na razie jeszcze herbatka z pomarańczy z ususzoną skórką,
pomarańczowe dodatki,
wkrótce napar z róży i maliny,
Początek grudnia będzie już u mnie czerwony.








Trochę inne bolognese




Najbliżsi są od lat świadkiem moich kulinarnych fascynacji.
Poszukiwania nowych przepisów, analizowania dań w restauracji,
odgadywania ich składu,
odkrywania nowych smaków w czasie egzotycznych podróży,
dążenia do dania doskonałego.
Moje dzieci zawsze były dla mnie wielką inspiracją.
Uwielbiałam wymyślać dla nich nowe zestawy obiadowe.
Nie były niejadkami, więc zadanie było ułatwione.
Niestety teraz mam do czynienia z długą listą produktów,
których raczej nie mogę wykorzystać,
bo za nimi nie przepadają.
Bywa też, że przypadkowo, z pośpiechu lub braku artykułów
zrobię coś niepozornego i niespodziewanie okazuje się być wielkim, rodzinnym hitem.
Tak też było i z tym daniem.
Z reguły robię je w formie zapiekanki, przykrywając pierzynką z sera, np. wiórkami z mozzarelli.
Purree można polać warzywnym ragout, a wówczas będzie idealne dla młodszych dzieci.
Sos świetnie się sprawdzi jako dodatek do makaronu.
Dla mnie to wyjście idealne, bo mąż nie przepada za ziemniakami,
więc w ten sposób może zjeść to, co my, ale w spersonalizowanej wersji.
Mamy więc dwa obiady w jednym.
O, to mi bardzo odpowiada.

Puree z sosem a'la bolognese i mój przepis dla Was

Składniki:

500 g mięsa mielonego z indyka ( wołowego, wołowo-wieprzowego )
1-1,5 kg ziemniaków
3 duże łyżki koncentratu pomidorowego
1 mała cebula
2-3 ząbki czosnku
pół zielonej papryki
1 marchewka
2 liście laurowe, sól, pieprz
ostra pasta z papryki ( opcjonalnie, jeśli jedzą z nami młodsze dzieci )

Etap pierwszy:

Mielone mięso podsmażam na oleju przez ok. 10 min. Następnie dodaję pokrojoną w drobną kostkę cebulkę i w nieco grubszą paprykę i marchewkę. Dobrze mieszam i smażę przez chwilę. Kolejno dodaję koncentrat i czosnek wraz z przyprawami. Całość smażę jeszcze jakieś 5 min i zalewam wodą do przykrycia mięsa. Gotuję przez 45-50 min.

Etap drugi:

Ziemniaki kroję na małe kawałki i gotuję w osolonej wodzie. Po odcedzeniu miksuję je na gładkie puree z odrobiną mleka. Układam dla każdego po porcji puree na talerzu i polewam mięsnym sosem.








poniedziałek, 17 listopada 2014

Jesienny omlet wiosenny



Patriotyczny obowiązek spełniony.
Było ciemno, zimno, wietrznie, nie chciało się wyjść.
Syn niemalże wskoczył w swoją kurtkę, gdy usłyszał, że idziemy głosować.
Nie wiedziałam, że aż tak przeżywa wybory.
Pytał mnie o kandydatów, na listach pomagał szukać moich ulubionych.
Myślałam, że siostry, po średniej sympatii do lekcji WOS-u,zniechęciły jego poczucie obywatelskie.
Bardzo mnie ucieszyła  odpowiedzialna postawa mojego dziecka.
Jestem daleka od barwnych sloganów, nie wystarczają mi zachęcające bilboardy,
ale na wybory chodzę,
bo po nich potrzebuję dowodów, spełnienia obiecanek, realizacji programów wyborczych.
Niech się dzieje, zmienia, niech ogarnie nas wszystkich narodowa moc,
bo skoro my nie zawalczymy o swoje,
to jaką bazę zbudujemy dla naszych dzieci ?
Nie jestem nawiedzoną patriotką,
mieszkałam w różnych miejscach na świecie,
ale zawsze broniłam podstawowych wartości.
W naszym małym domowym społeczeństwie często trafiam na mur nastoletniego oporu,
ale w kwestiach ideałów jestem twardzielką i nie popuszczę.

Na ostudzenie politycznych emocji zrobilam sobie pyszny omlet śniadaniowo-obiadowy.
W końcu nie samymi ideami człowiek żyje.

Kolorowy omlet i mój przepis dla Was

Składniki:

2 jajka
pół małej cebuli
pół pomidora
2 kawałki kolorowych papryk
natka pietruszki
sól, pieprz, szczypta curry

Na patelni podsmażam pokrojoną cebulę z papryką. Po 5 min dodaje kawałki pomidorów.
Całość smażę jeszcze przez chwilę i zalewam mieszanką z jajek, pietruszki i przypraw.
Bardzo lubię omlet lekki, niezbyt spieczony, więc po przewróceniu na drugą stronę nie smażę go za długo.







niedziela, 16 listopada 2014

Prościej być nie może - tunezyjska jajecznica



Lubię fantazje kuchenne, choć brzmi to nieco dwuznacznie,
ale mam tu na myśli wyłącznie gotowanie.
Bywają jednak takie dni, kiedy szukam prostych rozwiązań.
W takich momentach ratuje mnie kuchnia tunezyjska.
Kiedy trzeba, jest prosta i szybka,
nie wymaga wyszukanych składników
i długiego zaangażowania.
Oczywiście wszystko najlepiej smakuje prosto z rozgrzanej słońcem płyty,
przyprawione ostrością śródziemnomorskiej papryki.
Wróćmy jednak na ziemię
i wykorzystajmy produkty, które królują w naszych lodówkach.
Do naszego dania potrzebne będą jedynie połówki papryki i cebuli,
jajka i czosnek, więc prościej być nie może,
aha, nie zapominajmy o ostrości paprykowej pasty,
bo to ona tu postawi kropkę nad i.
Śmiało może być podane na śniadanie,
jeśli mamy ochotę na solidną dawkę energii i kalorii,
może być też szybkim obiadem.
Kiedy wciąż będzie nam mało,
możemy dodać do potrawy panierowaną rybę, kotlety z piersi kurczaka lub mielone,
grillowane kiełbaski czy hamburgery.
Ja zawsze stawiam obok miskę sałaty,
bo lubię lekkie, zielone dodatki.

Tunezyjska jajecznica i mój przepis dla Was

Składniki:

2 jajka
pół papryki
pół cebuli
2 ząbki czosnku
olej, sól, pieprz, tabl ( tunezyjska przyprawa- opcjonalnie )
łyżka harissy

Na patelni podsmażam pokrojone w kawałki paprykę i cebulę. Dodaję przyprawy i dobrze mieszam całość. Podsmażam 5 min i dodaję pokrojony drobniutko czosnek, a później harissę. Kiedy papryka nabierze rumianego koloru, wbijam 2 jajka. Zostawiam je jako sadzone lub mieszam, tworząc jajecznicę.




.

sobota, 15 listopada 2014

Piernikowe tiramisu, bo święta coraz bliżej...


Od rana zachciało nam się świąt.
To uczucie było tak silne,
że moje ego niepostrzeżenie wylądowało w pojemniku z przyprawami piernikowymi.
Cynamon, anyż, imbir, tak, ta wiązanka zapachowa
zdecydowanie przemawia do mnie w ostatnich dniach.
Plan łatwy do zrealizowania,
ale nie w formie pieczenia pierniczków.
nie, ten coroczny rytuał zostawiam sobie na śnieżny grudzień.
Nawet, gdyby biały puch istniał tylko w mojej wyobraźni...
Idealnym połączeniem przedświątecznej tęsknoty z niedzielnym ciastem
jest tiramisu z piernikowym spodem.
Można je zrobić z gotowego piernika, z połamanych kawałków, z kupnych pierniczków.
W zetknięciu z prawdziwą kawą nabiorą nieziemskiego smaku.

Tiramisu z piernikiem i mój przepis dla Was

Składniki na piernik:

2 jajka
125 g masła lub dobrej margaryny
200 g cukru
200 g mąki
3-4 łyżki miodu
2 łyżeczki przyprawy do piernika
łyżeczka kakao
pół łyżeczki sody oczyszczonej

Etap pierwszy:

W garnku podgrzewam na małym ogniu tłuszcz, cukier i miód do rozpuszczenia się składników. Odstawiam na bok, po ostudzeniu dodaję jajka, miksuję, a następnie stopniowo mąkę, kakao, sodę i przyprawy.
Piekę przez 40-45 min.

Etap drugi 

Zaparzam 3 łyżeczki kawy  w 2 szklankach wody i zostawiam do ostudzenia. Później naparem z kawy nasączam piernik. Miłym dodatkiem jest amaretto, ale w naszej wersji nie jest to konieczne.

Składniki na biszkopt:

3 jajka
100 g drobnego cukru
200 g mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej

Białka ubijam na sztywną pianę, pod koniec dodaję cukier i stopniowo mąkę pszenną i ziemniaczaną oraz kilka kropli olejku waniliowego. Piekę przez 25-30 min w temperaturze 170 stopni.

Składniki na krem

3 żółtka
500 g mascarpone
3 łyżki drobnego cukru

Ubijam żółtka z cukrem i po chwili dodaję mascarpone. Całość dobrze mieszam.

Etap końcowy:

Na spód kładę nasączone kawą ciasto piernikowe. Następnie na to warstwę kremu, po czym przykrywam całość biszkoptem.
Wierzch smaruję pozostałym kremem i posypuję gorzkim kakao.

Uwaga! Ciasto można podać w uproszczonej formie z biszkoptami zamiast pieczonego ciasta.
Ładnie się będzie prezentować w pucharkach.
Moja wersja wymaga pracy, ale daje wspaniały efekt dla całej rodziny.