sobota, 19 kwietnia 2014

A po burzy przychodzi spokój...



Lola to imię mojej Mamy...głos więdnie w gardle,
bo powinnam powiedzieć, że to było Jej imię.

Na początku marca odeszła od nas,
zostawiła ślady po rozkwitających krokusach,
nieśmiałych oznakach budzącej się wiosny.

Czy można żyć z wyrwanym sercem ?

Niepokojąca cisza, niedokończone rozmowy, przerwane myśli...
Kilkudniowa żałoba w domu, wyciszone córki, syn odkrywający bolesne uczucia,
godziny przenikające w noc, szukanie Jej zapachów i okrutne pretensje do życia.
Smutek to nie tylko czarne odzienie...

Zaledwie dwa dni przed Jej śmiercią odwiedziny we śnie zmarłego Taty, wystrojonego,
promieniującego na samą myśl ponownego spotkania z ukochaną żoną,

czyżby wyszedł Ją powitać na granicy światów ?

Rozpacz nie może trwać wiecznie, a czas nie leczy wszystkich ran,
ale czuję, że pora na pierwsze czułe wspomnienia,
w które coraz częściej wkrada się uśmiech.
Chęć bycia lepszych człowiekiem, ulga, że porzucony świat nadal istnieje.

Nadzieja...







Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Jestem ciekawa Twojej opinii.