Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak w PRL-u. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak w PRL-u. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2020

Pyszna sałatka makaronowa z jajkami



Jest mi wyjątkowo przykro,
że przyszło nam zmagać się z wirusem
na tak wielką skalę.
Przed nami czas obaw, lęków i troski o najbliższych, ale też okres wiosenny.
Mam nadzieję, że mimo wszystko będziecie
tu do mnie zaglądać po odrobinę inspiracji.
Jestem ciekawa, co gotujecie w tym ciężkim okresie.
My głównie dania tunezyjskie,
ale od czasu do czasu mamy ochotę
na sałatki,
których na progu wiosny domaga się organizm.
Dzisiejsza sałatka z makaronem jest bardzo łatwą propozycją na obiad
lub kolację.
Z dodatkiem ciemnego pieczywa
smakuje świeżo i wiosennie,
zwłaszcza po lekkim schłodzeniu.

Makaronowa sałatka z jajkami

Składniki:

200-300 gr drobnego makaronu
4 -5 jajek ugotowanych na twardo
kawałek zielonego ogórka
kilka pomidorków koktajlowych
2 łyżki kukurydzy z puszki
1 duży kubek jogurtu naturalnego
2 łyżki majonezu
1 cebula
1 duży ząbek czosnku
świeży koperek
sól, pieprz z młynka
słodka, mieloną papryka

Gotuję makaron al dente i pozostawiam do ostygnięcia.
Jogurt mieszam z majonezem, przeciśniętym przez prasę czosnkiem i przyprawami.
Do ostudzonego makaronu dodaję posiekaną cebulę, pokrojony w kostkę ogórek, połówki pomidorków oraz kawałki jajek (gruba kostka ). Całość mieszam z sosem jogurtowym i posiekanym koperkiem. W razie potrzeby doprawiam i odstawiam na pół godziny w chłodne miejsce.
Sałatkę podaję z ciemnym pieczywem.




wtorek, 28 stycznia 2020

Twaroźek na niedzielne śniadanie


Wiatr hula za oknem,
zimowa szaruga przykryła miasto,
więc może dlatego uciekłam myślami
do dawnych lat.
W miniony weekend szukałam rozmyślałam
nad pomysłem na niebanalny twaroźek,
który nadawałby się zarówno do zjedzenia z kromką ciemnego pieczywa,
jak i do ugotowanych ziemniaków.
Wtedy przypomniałam sobie o przyjaciółce z Beskidów, którą wielokrotnie odwiedzałam w swoim nastoletnim życiu.
W wielopokoleniowym domu panie domu prześcigały się w pomysłach na urozmaicenie dań.
Tam po raz pierwszy jadłam twaroźek z dodatkiem gotowanych na twardo jaj.
Oczywiście smakował najlepiej na świecie.
Nie wiem, czy to była magia górskiego powietrza i wspaniałych produktów
czy po prostu ludzie, którzy ten cudowny dom stworzyli.

Twaroźek na niedzielne śniadanie

Składniki:

2 opakowania sera twarogowego po 250 gr
2 łyżki śmietany
1 szkl jogurtu naturalnego
2 jajka na twardo
4 rzodkiewki
szczypiorek, świeży koperek
sól, pieprz, papryka w płatkach

Twaróg rozrabiam ze śmietaną i jogurtem. Dodaję pokrojone w grubą kostkę jajka na twardo, posiekaną cebulę, szczypiorek, koperek i rzodkiewki. Przyprawiam do smaku.
Podaję z ciemnym pieczywem lub ugotowanymi ziemniakami.





środa, 28 lutego 2018

Kulki o smaku bajaderki


Często wzdycham do minionych lat
pełnych młodzieńczej beztroski i radości.
Zwłaszcza teraz, gdy przybyła kolejna wiosna, te tęsknoty stają się coraz głębsze.
Moje urodziny stały się doskonałą okazją do przypomnienia smaku z tamtych lat.
Wybór padł na bajaderkę, czekoladową kulkę o smaku rumu.
Podobno do bajaderek wpadają wszelkie resztki z cukierniczych wyrobów.
Do mojej wersji specjalnie upiekłam kruchy spód i dodałam mielone migdały.
Masa była tak pyszna, że wylizywałyśmy z córką oblepioną miskę.
Zresztą to nasza wielopokoleniowa tradycja rodzinna.

Kulki a'la bajaderka

Składniki:

spód od kruchego ciasta
lub 3-4 paczki herbatników
1 budyń czekoladowy
1 łyżka kakao
1 łyżka mąki ziemniaczanej
pół litra mleka
2 łyżki cukru
3 łyżki cukru pudru
100 g mielonych migdałów
100 g masła
kilka kropli aromatu rumowego
trochę wiórków kokosowych 

Gotuję budyń z dodatkiem 2 łyżek cukru, łyżki kakao i łyżki mąki ziemniaczanej ( wszystkie suche składniki mieszam w miseczce z odrobiną mleka ).
Budyń pozostawiam do ostudzenia, następnie miksuję z masłem i cukrem pudrem. Dosypuję mielone migdały i rozdrobnione kawałki ciasta lub ciastek, dodaję olejek rumowy. Masę mieszam łyżką i odstawiam do lodówki na pół godziny. Po wyjęciu lepię kulki i obtaczam je w wiórkach kokosowych. Przechowuję w lodówce.



czwartek, 5 maja 2016

Biszkoptowy sernik na zimno


Sezon na serniki na zimno uważam za otwarty.
Czekałam na ten czas lekkich ciast i deserów.
Wreszcie można mieć konkretną wymówkę od weekendowego pieczenia.
Do serników na zimno mam wielki sentyment.
Moja mama uznawała tylko te pieczone,
zresztą była mistrzynią w takim cudownym na kruchym spodzie
z misterną krateczką na wierzchu.
Za to moja starsza siostra wspięła się na wyżyny przyrządzania serników na zimno.
Najpierw były wielogodzinne wyprawy z dziećmi do lasu.
Każdy z nas biegał z kubeczkiem w poszukiwaniu jagód.
Powiem szczerze, że pomimo uwielbienia do przyrody,
przeciwko tym wszystkim czynnościom buntowało się całe moje ja.
Jagody były takie malutkie, ukrywały się pod niewielkimi krzaczkami,
las był wielki, duszny, pełen zarośli i bzyczących stworów.
Lubiłam się fajnie ubierać, wystylizować do wyjścia "na miasto",
a tymczasem paradowałam po leśnym gąszczu w wytartych dżinsach
i koszuli z długim rękawem ( specjalny model przeciwkomarowy, który powodował jedynie
niemiłosierną potliwość ).
No, cóż, bez jagód sernik mojej siostry nie istniał.
Niekiedy do tradycyjnej metody z jedynego dostępnego na rynku serka homogenizowanego
dołączały maliny,
a wtedy sernik urastał do wielopoziomowego dzieła sztuki.
To były czasy, a wraz z nimi minęła epoka
na desery z naturalnych składników.

Sernik na zimno z biszkoptem

Składniki:

4 jajka
1/3 szklanki cukru
3/4 szklanki mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
łyżeczka proszku do pieczenia

gotowa mieszanka do sernika na zimno
1 galaretka truskawkowa
garść borówek

Jajka miksuję z cukrem na najwyższych obrotach. Dodaję przesianą mąkę pszenną, następnie ziemniaczaną i proszek do pieczenia. Przelewam do okrągłej formy i piekę w temperaturze 180 stopni przez 25-30 min.
Po wystudzeniu ciasto nasączam lekko mieszanką wody z sokiem z cytryny i cukrem.
Na wierzch ciasta wykładam zmiksowaną z mlekiem mieszankę do sernika na zimno oraz polewam tężejącą galaretką z borówkami.
Ciasto wstawiam na 2-3 godz do lodówki.






czwartek, 24 grudnia 2015

Domowy piernik, czyli aromatyczne cuda w kuchni



Ten zapach potrafi zdziałać cuda.
Przygotowywanie świąt to nie lada wyzwanie
dla każdej pani domu,
nawet jeśli jej pasją jest kuchnia.
Kiedy dopada mnie lekki, przedświąteczny kryzys,
zapach przypraw do piernika
zmywa ze mnie wszelki trud i ogarniające znużenie.
Lubię go wdychać,
bo tak bardzo przypomina mi rodzinny dom.
Mama zaopatrywała się w najlepszy w okolicy miód,
którego zdobycie graniczyło z wigilijnym cudem.
W specjalnej, ceramicznej misce łączyła wszystkie składniki,
sprawną ręką używała drewnianego berła.
Pamiętam oczekiwanie na jego oblizywanie.
To była rozkosz godna najlepszego dania z gwiazdkowej restauracji.

Dzisiaj u mnie pachnie podobnie
Zerkam na portret Mamy,
która ze swoim łagodnym spojrzeniem pilnuje gdzieś tam zza światów
moich kuchennych poczynań.
Szkoda, że nie czujecie zapachu mojego piernika,
a może i u Was pachnie podobnie ?

Piernik z konfiturą śliwkową

Składniki:

3 szklanki mąki pszennej
4 jajka
3/4 szkl cukru
80 g masła
1 szkl miodu
1 szkl mleka
1 opakowanie przyprawy do piernika
2 łyżki kakao
3 łyżki marmolady śliwkowej
1 łyżeczka sody

W rondelku podgrzewam miód z cukrem, masłem, mlekiem, przyprawą i kakao. Po wystudzeniu dodaję do masy po jednym jajku, miksuję, ponownie wbijam jajka oraz dodaję konfitury śliwkowe. Na koniec wsypuję przesianą przez sitko mąkę i sodę.
Piernik piekę w temperaturze 180 stopni przez ok.godzinę.
Po wystudzeniu dekoruję go polewą czekoladową i świątecznymi elementami.










Świąteczny bigos z mięsno-grzybową wkładką


Bez bigosu nie ma Bożego Narodzenia.
Mówię to z pełnym przekonaniem,
bo tęsknię za tą potrawą przez cały rok
i staram się nie jadać jej w ciągu całego roku,
a już szczególnie w letnim okresie.
Do świątecznego bigosu wkładam całe serce.
Wybieram najlepszą kiszoną kapustę,
obowiązkowo z dodatkiem chrzanu,
dodaję pachnące grzyby,
co najmniej dwa rodzaje dobrego mięsiwa
i ulubioną kiełbasę.
To nie jest zwyczajne gotowanie,
lecz trzydniowy rytuał.
Lubię, kiedy kapusta zaczyna zatracać ostry zapach,
a stopniowo nabiera aromatu dodatków.


Świąteczny bigos

Składniki:

2 kg kiszonej kapusty
pół główki kapusty
3 marchewki
2 cebule
100 g wołowiny
100 g mięsa drobiowego
200 g suszonych grzybów
kiełbasa o wyrazistym smaku
liście laurowe
ziarna jałowca
ziele angielskie
sól, pieprz
olej do smażenia

Kiszoną kapustę kroję, płuczę pod zimną wodą, przekładam do dużego garnka i zalewam pół litrem wody.Dodaję pokrojoną świeżą kapustę, przyprawy oraz starte na grubych oczkach marchewki. Bigos gotuję na małym ogniu przez ok. godzinę.
Następnego dnia .podsmażam pokrojone w kostkę cebule i dodaję je do gotującej się na małym ogniu kapusty. To samo robię z kawałkami mięsa, które wrzucam do garnka. W garnku umieszczam też moczone wcześniej przez godzinę i pokrojone grzyby.Bigos gotuję przez kolejne 2 godziny.
Trzeciego dnia dokańczam gotowanie bigosu i doprawiam do smaku pieprzem z młynka.









niedziela, 29 listopada 2015

Jajko po wiedeńsku jako odrobina luksusu w PRL-u



W dawnych czasach, za szarą zasłoną systemu,
który sprawiał, że ludzie żyli w ciągłym poszukiwaniu jedzenia,
nie było nic, naprawdę nic. 
Wcale nie mam na myśli epoki jaskiniowców,
lecz wspaniałe, mimo wszystko, lata 70-te,
gdzie życie domowe kobiet polegało na niesamowitej elastyczności
i prawdziwych ewolucjach kuchennych.
Jestem pełna podziwu i uznania dla żon i matek z tamtych lat,
że skutecznie potrafiły wykarmić rodzinę
z ochłapów dostępnych na rynku,
że sprawnie potrafiły wybrać towar pomiędzy musztardą w ohydnych szklankch,
rajstopami w odrzucającym kolorze czy szarym papierem toaletowym.
Z tego, co przez mgłę pamiętam, nie było problemu z zakupem jajek.
Te dawały niezłe pole do popisu.

Moja starsza siostra szalała w ubogiej kuchni.
Jej popisowym daniem było jajko po wiedeńsku.
Ta niewielka manipulacja z jajkiem na miękko 
dawała nam w tamtych czasach poczucie luksusu.
Tak niewiele było trzeba, aby poczuć wielki świat, który istniał za kurtyną.
Wtedy wydawało mi się, że mam przed sobą wspaniałą przyszłość,
no bo skoro jadam takie wspaniałe sniadanie jak bogacze...
Zwyczajne-niezwyczajne jajka miały wręcz magiczna moc.

W obecnych czasach, kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki
i ze śniadania można zrobić królewską ucztę,
z chęcią robimy sobie jajko w szklance.
Oczywiście jest to wersja lekko przeze mnie zmodyfikowana.
Gdzieżby ktoś marzył w tamtych czasach o soli morskiej czy tureckiej papryce,
że o kiełkach nie wspomnę.

Wyobraźcie sobie rozpływające się żółtko
i mięciutkie masło spływające po bułce.
Warte porannego grzechu ?

Jajko po wiedeńsku

Składniki:

2 jajka na osobę
1 bułka na osobę
łyżka masła na osobę
sól morska
papryka w płatkach
kiełki rzodkiewki

Do szklanki z szerokim dnem wkładam kawałki bułki. Dodaję ugotowane na miękko jajka, Na wierzchu kłade plasterki masła. Wierzch posypuję solą morską i papryką, dodaję kiełki rzodkiewki.








środa, 4 listopada 2015

Jesienne zapiski z rodzinnego domu


Z domu rodzinnego doskonale pamiętam
początki złotej, polskiej jesieni.
Mama wychodziła do pracy, a ja żegnałam ją hasłem:
"A lato było piękne tego roku",
Mama zaś zawsze odpowiadała:
"A na ziemi było tyle wrzosu na bukiety..."
To był nasz tajny kod, z wytrwałością i pasją powtarzany od lat.

Albo gdy wyglądałyśmy podparte na łokciach przez kuchenne okno
i obgadywałyśmy wszystkich gości zebranych na ślub.
Okna wychodziły na klasztor, więc w sobotnie popołudnia było na co popatrzeć.
Śmiałyśmy się, że sterczymy tu jak wiosenne prymulki.
Albo jak wracałam ze szkoły bez worka na buty lub czapki:
"Pewnie zostawiłaś w szkole albo ktoś ci zabrał"
To samo od lat i przy każdej okazji.
Albo gdy wracałam zmęczona, to zawsze padały słowa:
"No to trzeba się wcześniej położyć."
Albo kiedy płakałam nad życiem i problemami:
"Zostaw, połóż się, prześpij, jutro o tym pomyślisz"
Albo gdy przyszedł czas życiowych wyborów, doradzała:
"Z ładnej miski się nie najesz"
Albo kiedy podżerałyśmy w sobotę ciasto upieczone na niedzielę:
"Nic w tym domu się nie ukryje"
Albo gdy zakładałam hijab i robiłam sobie hotelowe selfie:
"Wiedziałam, że to się tak kiedyś zakończy"
Albo gdy wracałam zza granicy i niczym huragan dalej ruszałam w świat:
"Przecież dopiero przyjechałaś"
Albo kiedy podrzucałam trójkę moich gagatków:
"Porozpieldzielają mi wszystko"
( a potem i tak siedziała z nimi przez kilka tygodni )
Albo gdy w środku lata narzekała na temperaturę w krajach arabskich:
"Jakoś dzisiaj gorąco"
Ja: "Mamo, ale tu jest tak gorąco."
"Ale dzisiaj jakoś tak bardziej."
Równie dobrze ta lista mogłaby nie mieć końca.

Coraz częściej łapię się na tym, że pomimo usilnych starań porzucenia matczynych schematów,
powtarzam jej sekwencje swoim dzieciom i mężowi.
Zdarza nam się używać ich w zabawnych sytuacjach
i to z pełną premedytacją.
Nie mają szansy zniknąć z naszej rodzinnej mapy czasu.

Ale Gałczyńki pozostanie tylko jej i mój.

P.S. A lato było piękne tego roku,
       a na ziemi tego roku było tyle wrzosów na bukiety...

















czwartek, 15 października 2015

Jesienno-wspomnieniowa wyliczanka



Samotny spacer po parku,
chłonę każdy jego jesienny oddech,
wtapiam się w spowolniony rytm traw i drzew,
wyciszam się, wygładzam rozszalałe myśli,
słucham przytłumionych odgłosów ptaków,
ochoczo szuram po dywanie pożółkłych liści,
przywołuję radosny czas dzieciństwa,
pierwszy wydziergany szalik,
rozszalałe od wiatru warkocze,
nieporadnie zrobiony album z zasuszonych liści,
pocieszne figurki z kasztanów,
spadające czapeczki z owoców dębu,
pomarańczowe palce od rozłupywania orzechów,
dojrzałe śliwki-robaczywki,
cieknący po brodzie sok z żółtych gruszek,
kubek z cytrynową herbatą,
ulubiony, choć włochaty kocyk w kratkę,
narzekanie na deszcz i jesienne smutki,

Dopadają mnie mieszane uczucia,
bo niby dżdżyście, ponuro,
a jednak jest jakaś niepisana zgoda na coroczną przemianę
z rozbrykanego lata w przytłumioną jesień.
Ja też się do tych nieuniknionych zmian odpowiednio nastrajam...

P.S. Spacerowałam po Parku Skaryszewskim, a album z liśćmi robiłam z tatą w latach 70-tych.
,
















y