środa, 17 września 2014

Sielsko, anielsko...



Moje dzieciństwo, choć w pełni miejskie, pełne było hasania po łąkach, zbierania ukochanych polnych kwiatów na wianki, szukania czterolistnej koniczyny, podglądania wylęgających się czajek i dzikich kaczek.
Szacunek dla piękna przyrody wpoił we mnie tata, niepoprawny, jak na ponure, komunistyczne czasy,
fotograf - samouk, nasz rodzinny Puchalski, który godzinami potrafił czekać na unikalny okaz ptaka.
Dzięki niemu na kuchennych parapetach kwitły pierwsze wiosenne stokrotki.

W dorosłym życiu obca stała się potrzeba posiadania cioci czy wujka na wsi.
Byłam niewzruszona na opowieści o porannym pianiu koguta, stogach pachnącego siana, 
wakacyjne wyjazdy na podmiejskie rancza.
Ciągnęło mnie do wielkich miast, obleganych kurortów, zatłoczonych uliczek.
Uwielbiałam dogłębnie poczuć szaleństwo biegania po wystawach, muzeach, bazarkach,
przeciskanie się między dumnymi wieżowcami.
Ciągłe poszukiwanie miejsc na wielokulturowej i kulturalnej mapie miasta...

Teraz widzę zmiany, które powoli pojawiają się na dojrzalszym etapie mojego życia.
Zaczynam oswajać się z ciszą, coraz bardziej tęskno mi do wypadów poza miasto,
cieszy mnie odkrywanie nowych, nieznanych, niezwykłych w swej prostocie miejsc.















niedziela, 14 września 2014

Błogie lenistwo


Brak planów na dzisiejszą niedzielę, nic poza wrześniowym, zdumiewająco ostrym słońcem.
Dzień bez prania, prasowania, szukania pomieszanych skarpetek,
bez mycia podłóg po bosej bieganinie o mglistym poranku,
bez szykowania szkolnych kanapek i odgrzewania obiadu,
dzień bez budzika i planu lekcji,
cudowna cisza bez brzęczącego telefonu...
lenistwo, błogie lenistwo, totalne oderwanie od świata,
nareszcie czas na przegląd ulubionych poradników i zatracenie w książce,
jedyny kontakt ze światem w postaci kawy z grzeszną pianką,
mój balkonowy czas...




















czwartek, 11 września 2014

Chcę sosik jak tata !



Nie jest tajemnicą, że w naszym domu króluje tunezyjska kuchnia.
Nie potrafimy żyć bez jej cudownych zapachów, kolorów i ... ostrości.
Niekiedy pojawia się przerywnik w postaci polskich kotletów
czy poczciwej pomidorówki, ale i tak mnie zawsze korci, aby coś orientalnego do tych dań przemycić.
Kiedy nasze córki były małe, uwielbiały tunezyjskie sosy i maczane w nich bagietki.
Cudowna okazja, aby sobie bezkarnie wysmarować buźki.
U naszego małego synka pierwsze słowa po przebudzeniu krążyły wokół kolacji taty
z poprzedniego wieczoru.
"Chcę sosik taki jak tata !" i już małe rączki dzielnie radziły sobie z ulubioną potrawą.
Myślę, że teraz niewiele się zmieniło...
No, może tylko sam sobie ustala menu i ewentualnie pyta o możliwość realizacji.
Ot, taki mój kuchenny indywidualista.

Market batata - mięsne ragout z ziemniakami i mój przepis dla Was

Składniki:

400 g dowolnego mięsa ( kurczak, indyk, baranina, wołowina )
4 ziemniaki
3 łyżki koncentratu pomidorowego
1 mała cebula
2 ząbki czosnku
połowa papryki lub jedna zielona, podłużna ( ostra )
sól, czerwona papryka w proszku,
kmin rzymski, tabl ( opcjonalnie )
olej, harissa
natka pietruszki

Etap pierwszy:

W garnku układam mięso pokrojone na grube kawałki, dodaję olej, koncentrat i podsmażam przez 10 min. Dodaję wyciśnięty przez praskę czosnek i przyprawy. Smażę w dalszym ciągu, przez kolejne 5 min. Stopniowo dolewam wodę do przykrycia mięsa. Gotuję przez 40 min, jeśli to jest kurczak lub indyk. W przypadku wołowiny czas gotowania może trwać 1-1,5 godz.

Etap drugi:

Obieram i kroję ziemniaki na podłużne części, kroję cebulę na małe kawałki, ale nie w kostkę. Powinna być wyczuwalna w sosie. Ziemniaki lekko solę, posypuję kurkumą i podsmażam. Po pierwszym etapie gotowania ( patrz wyżej ) dodaję odsączone z oleju ziemniaki i cebulę. Można oczywiście zrezygnować ze smażenia ziemniaków i dodać je bezpośrednio do sosu pod koniec gotowania.
Całość gotuję przez 15-20 min ( zależy od wielkości i gatunku ziemniaków ). Parę min przed końcem dodaję paprykę i posypuję natką pietruszki.
To tunezyjskie danie najlepiej smakuje z chrupiącą bułką lub bagietką.
Na zdjęciach jest wersja z kurczakiem.






wtorek, 9 września 2014

To już 10 !


Kocham rodzinne uroczystości,
a najczęściej sama jestem ich inicjatorką.
Dziesiątki urodzinowych szaleństw za nami, ale najcieplej wspominam
urodziny naszych dzieci.
Daleko mi do świętowania w dusznych salach z piłeczkami,
gdzie po godzinie zjeżdżania i wspinania brak kolejnych pomysłów.
Kocham domowe urodziny z wielkimi przygotowaniami, nieprzespaną noc przy pieczeniu ciasteczek
i dekorowaniu tortu, który później nie chce się zmieścić w lodówce,
uwielbiam wyszukiwanie quizów i konkursów,
zacieranie granic pomiędzy podziałem na zabawy dla chłopców i dziewczyn,
uzupełnianie coraz dłuższej listy gości
i oczekiwanie solenizanta na Wielki Dzień.
Sto lat, Danio !













Lato jeszcze z nami



Ciągle jeszcze letni spacer,
poszukiwanie kaczek i bombardowanie kawałkami chleba,
zdecydowanie mniejszy gwar w parku,
synek biegnie na pierwszy ligowy mecz września.
Nikt nawet nie myśli o liczeniu goli, najważniejsze to bycie razem i wdychanie pozostałości lata.
Rozleniwieni przymglonymi promieniami słońca próbujemy zatrzymać te chwile.
Jeszcze nie chcemy otulania we włochate swetry, owijania w udziergane własnoręcznie szaliki...
Po powrocie do domu nęcą truskawki ( do wybaczenia, że mrożone ),
niech króluje zieleń w parku, a czerwień na talerzu.







sobota, 6 września 2014

Niebiańsko

Kocham niebo w każdej odsłonie,
codziennie podglądam zachody słońca z mojego okna,
to moja codzienna porcja piękna...
Poczucie trwałości,
które potrafi zaskoczyć różnorodnością swej mocy.










Krótka przerwa, czyli samo życie

Nie piszę, nie znaczy, ze mnie nie ma.

Niekiedy życie przytłacza i nie można dogonić rozszalałych myśli...

Nieważne,ile zmartwień spadnie jeszcze na moją głowę,
ile czasu minie, aby zrozumieć to,
co od dawna powinno być oczywiste,
może niepotrzebnie zatracam się w pędzącym życiu...

Niezmiennie odnajduję ukojenie w jednej ze swoich pasji,
gotowaniu,
to miód na moje rozdygotane przez ostatnie miesiące serce...

Smutne spotkania rodzinne, wyjścia i powroty dzieci do szkoły, codzienne aktywności,
wyjazdy i wakacyjne powroty,
codzienność, która za bardzo przytłacza.

Historia zatacza swoje koło i dzisiaj w takiej formie moje tunezyjskie smakołyki.