poniedziałek, 4 października 2021

Kremowy sos z kurczakiem i pieczarkami

Kiedy syn wrócił z wakacji w Warszawie, przygotowałam mu na obiad ulubiony zestaw tunezyjski. Dla córeczki powracającej z Tunezji, czekało jej ulubione danie z kuchni polskiej. Tak się żyje pomiędzy dwiema kulturami.  Trudno uciec od jednej z nich, więc zawsze starałam się pokazać dzieciom każdą stronę dwóch ojczystych krajów.

Obiad zaserwowany na powrót córki też należy do naszych ulubionych, zwłaszcza w okresie jesiennym. Ziemniaki o tej porze roku smakują wyjątkowo, a kremowy sos z kurczakiem i pieczarkami wieńczy całość. Fajnie smakuje też z bagietką i wtedy można go podać na kolację. 

Kremowy sos z kurczaka i pieczarek

Składniki:

300 gr piersi z kurczaka

6-8 pieczarek

pół cebuli

ziemniaki

2-3 łyżki gęstej śmietany i pół łyżeczki mąki ( do sosu )ż

duży zielony ogórek, 1 lyżka śmietany i 2 łyżki jogurtu naturalnego do mizerii

sól, pieprz do smaku, łyżeczka słodkiej, mielonej papryki, pół łyżeczki suszonej bazylii

olej do smażenia

Kroję kurczaka na średnie kawałki i doprawiam przyprawami, lekko skrapiam sokiem z cytryny, dodaję 2 łyżki oleju. Pozostawiam w lodówce na pół godziny, a następnie smażę na rumiano z obu stron. Dodaję pokrojone w plastry pieczarki i pokrojoną w kostkę cebulę. Po lekkim podsmażeniu wlewam wodę tak, aby przykryła mięso. Duszę pod przykryciem przez ok. 20 min, a na koniec wlewam mieszankę że śmietany, mąki i odrobiny gorącej wody. Gotuję jeszcze przez chwilę, a wierzch posypuję świeżą natką pietruszki.






niedziela, 3 października 2021

Wycieczka w prawdziwie tunezyjskim stylu ( nie całkiem serio )

 


W czasie wieczornych posiedzeń z tunezyjską rodziną  pada propozycja wyprawy łódką wzdłuż rozległej plaży w Bizercie. Sprawa wygląda następująco: brat szwagra najmłodszej kuzynki  ciotki siostry męża  ma łódkę i czy są jacyś chętni na wyprawę. Wszyscy są. No tak, jesteśmy w Tunezji, więc to znaczy, że co najmniej z 15 osób, w tym cierpiąca na chorobę morską ( ja ), rozbrykany maluch i ciężarna. Absolutnie żaden problem ( mush mushkle ), bo zrobimy dwie tury, czyli jedni będą już wylegiwać się na plaży, a inni będą rozpoczynać morską przygodę. Trzeba tylko dotrzeć do pobliskiego miasteczka, gdzie aktualnie przebywa ten od łódki i oczywiście jego łódka.

Przez całe rano wszyscy biegają w przeciwnych kierunkach, ktoś ciągle czegoś szuka. Jeden drugiego pogania ( aya, fisa fisa ), każdy czegoś szuka ( ładowarki,  telefonu, klapka do pary, męża ) i następuje bardzo dziwne zjawisko: wszyscy zaczynają się poruszać w kierunku przeciwnym do wyjścia i ponownie gubić . Winou ( gdzie )Ahmed, wini ( gdzie ) Mariem, wini aroussa ( świeżo poślubiona), wiini tata ( młoda ciotka ze strony ojca). Jeden idzie oglądać serial, drugi robi sobie kawę, bratowa zaczyna pomywać gary. Trzeba trochę poczekać, bo ten, który miał nas zawieźć, musi nagle pojechać po ciotkę, bo ta też lubi pływać na łódce. 

Jedziemy w  6 czy 7 osób, nie wiem nawet z kim i kto mi próbuje wbić łokciem wlosy w oparcie fotela, bo mam przed nosem koszyki z prowiantem. Musimy czekać na morski transport w miasteczku, gdzie naprawdę diabeł mówi dobranoc. Na ulicy ani żywej duszy, nic dziwnego przy 45 stopniach w cieniu. To Menzel Anderrahmen, który poza wąskimi uliczkami z  ośrupanymi domami słynie z rybnego portu. To akurat w czasie szalonej jazdy przy otwartych oknach da się poczuć. Kolejny przystanek u bratanicy, która akurat ma tutaj dom. To przy okazji obejrzymy każdy pokój i kolekcję zdjęć z ostatnich 20-stu lat. Czekamy więc kolejną godzinę, bo po łódce i właścicielu ślad zaginął. Coś czuję, że gdzieś zarzuca właśnie rybackie sieci. Pełne zwątpienia w skuteczność wyprawy wyciągamy z córką nagrzane od jazdy w pelnym słońcu Martini. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że mamy obawy, iż to tu skończy się nasz piknik. Nagle zza rogu wyłamia się motor od , nomen omen, motorówki. Właściciel nie ma dobrych wieści, bo może ze sobą zabrać jedynie 5 osób.  Nie, to nie jest 15-osobowy jacht rodem z "The Real Housewives of Beverly Hills". Ja  jako pierwsza  się wycofuję i jak najszybciej zajmuję sobie miejsce koło kierowcy samochodu. Na plażę pojedziemy drogą lądową i kilku szczęśliwców upchniemy razem z nami.

Po szalonej jeździe przez okolicę docieramy na plażę, która się mieści zaledwie 5 minut od domu. Historia zatacza koło, a raczej my wracając do punktu wyjścia. Jeśli zastanawiacie się jaki to ma sens, to powiem krótko: nie ma, no ale to jest Tunezja. No dobra, przynajmniej wiemy, do którego Menzel jechać po świeże ryby. Pokonujemy wydmy i z całym ekwipunkiem lądujemy w cieplutkim piaseczku. Niemalże doslownie, bo po kilku godzinach w drodze ledwie ciągniemy za sobą nogi. To nie ta plaża -twierdzi bratanek, więc zabieramy klamoty i dalej w drogę. Dla mnie nastepne 2 km wyglądają tak samo, ale nie będę się kłócić z miejscowym. Trochę to ma jednak wspólnego z wyprawą łódką. Wyglądamy faktycznie jak rozbitkowie statku.  Zwłaszcza ciężarna, którą trzeba już ciągnąć. Co prawda ma jeszcze 2 miesiące do porodu, ale zachodzi obawa, że na widok takiej ilości wody puszczą jej wody. Przesuwamy się więc brzegiem morza niczym karawana z calym wyposażeniem,  z tą różnicą, że to my robimy za wielbłądy.

Znajdujemy wreszcie miejsce, gdzie rozbijamy obóz. Nawet gdyby to była plaża pełna krabów czy zdechłych ryb, to ja się stąd nie ruszam. Ciężarna jest po mojej stronie i tu zostaje.  Nie ma wyjścia, bo już i tak ledwie zipie.

Do obrazu istnej sielanki brakuje nam pozostałych członków wyprawy. Ci z łódki powinni być tu przed nami. Bratanek dzwoni więc do drugiego bratanka, ale odbiera inny członek rodziny, bo telefon leży w domu. Nagle zza  parasola ( tak, rozbiliśmy obóz na wypasionej plaży ), wyłaniają się szczęśliwcy z łódki. Dziwne, że maszerują wzdłuż plaży, choć mieli podpłynąć. Ich miny raczej nie wskazują na przygodę życia. Kiedy przepłynęli pod mostem i zamierzali wypłynąć na wielkie morze, dopadła ich straż morska, nakazując opuszczenie łódki. Niestety przejażdżka w grupie ( choćby tylko 5 i kierowca ) nie została zgłoszona  u odpowiednich władz i to jest w czasie pandemii niedozwolone. Tak więc muszą wysiąść na najbliższej plaży i zasuwać po niemalże saharyjskim piachu.

Tak też robią i po godzinnym marszu docierają do naszego obozowiska. Już widzę te zazdrosne spojrzenia, bo my tu złocone kieliszki, serwetki z rajskimi papugami i schłodzony arbuz, czyli Francja -elegancja na tunezyjskiej riwierze. Spokojnie, bez obaw, za nieudaną wyprawę dostaniecie piękny zachód słońca w gratisie.

Aha, a wiecie, że kuzynki siostry mąż  ze strony matki ma domek do wynajęcia w Ghar el Melh ? Jedziemy ?


















czwartek, 30 września 2021

Lekka sałatka z jajkami i tuńczykiem w stylu tunezyjskim


Mam kilka ulubionych sałatek, które przyrządzam niezależnie od pory roku. Są na tyle uniwersalne, że zawsze można dostać potrzebne do ich wykonania produkty. Poza tym przy udziale kilku składników i niewielkim wysiłku jest gwarancja otrzymania efektownej sałatki.

Przy tej salatce inspirowałam się tunezyjską ( salade tunisienne ), gdzie mieszanka drobno pokrojonych pomidorów i ogórków wzbogacona jest o jajka i tuńczyka. Dzisiaj podałam ją z dodatkiem zmielonych liści sałaty, aby nadać jej lekkości i świeżości.

Sałatka z jajkiem i tuńczykiem

Składniki:

2-3 srednie pomidory

1 sredni zielony ogórek

pół cebuli

2 jajka na twardo

3 łyżki tuńczyka z puszki

kilka świeżych liści sałaty

sól, pieprz do smaku

szczypta suszonej mięty

1 lyżka oliwy, plasterki limonki lub cytryny

Na dużym, płaskim talerzu układam liście sałaty. Środek zapełniam mieszanką pokrojonych w drobną kostkę ogórków i pomidorów z cebulką. Ta mieszanka zagwarantuje powstanie lekkiego sosu. Po bokach daję ćwiartki jajek ugotowanych na twardo.

W środkowej części oraz po bokach układam kawałki tuńczyka, a na wierzchu plasterki limonki. Całość polewam oliwą, solę, pieprzę i posypuję szczyptą suszonej mięty.
















Tunezyjska shakshuka z cebulą i pomidorami ( ojja bel bsal )

 

Shakshuka pojawia się u mnie na blogu dość często, bo nie wyobrażam sobie codziennego gotowania bez tego dania. Jest typowe dla tunezyjskiej kuchni i odpowiednie dla zaczynających swoją kulinarną przygode z tym cudownym krajem.

Dzisiaj na moim stole pojawiła się wersja shakshuki z dużą ilością świeżych pomidorów i cebuli. Chciałam złapać jeszcze w ostatniej chwili odrobinę letnich smaków. Wrzesień był u nas wyjątkowo piękny, ciepły i sloneczny. Przez cały okres trzymałam na parapecie pomidory, które łapczywie chłonęły pronienie słońca. Takie piękne, jeszcze ciepłutkie wykorzystałam w dzisiejszym daniu. Oprócz pomidorów dostałam duże ilości cebuli, bo to ona, wypuszczając słodkawy sos, zagwarantowała temu daniu wyjątkowy smak.

Shakshuka z pomidorami i cebulą

Składniki:

3-4 średnie pomidory

1 duża cebula

1 duży ząbek czosnku

 po 1 jajku na osobę

połowa czerwonej papryki ( opcjonalnie )

sól pieprz do smaku, 1 łyżeczka cuminu, pół łyżeczki tebel ( opcjonalnie, jeśli nie posiadacie) , 1 łyżeczka słodkiej, mielonej papryki, pół łyżeczki harissy

zielone oliwki, świeża natka pietruszki

olej do smażenia

Na niewielkiej ilości oleju smażę pokrojone na kawałki, wcześniej sparzone wrzątkiem i obrane ze skórki pomidory. Dodaję pokrojoną w pióra cebulę i posiekany czosnek. oraz ewentualnie pokrojoną w paski czerwoną paprykę. Dodaję przyprawy i smażę wszystko przez ok. 5 min ( na średnim poziomie plyty ). Nastepnie wlewam stopniowo szklankę wody,  kontrolując jej stan. Z reguły dolewam w międzyczasie po trochu, aby powstała odpowiednia ilość sosu. Po ok. 10 minutach wlewam po jednym jajku na osobę, przykrywam pokrywką i pozostawiam do momentu aż jajka staną się gotowe. Wierzch posypuję pokrojonymi oliwkami i posiekaną natką pietruszki.

Do shakshuki pasuje swiezutka, chrupiąca bagietką. Jest to najlepsze połączenie 





Sałatka z kurczakiem i smażonymi warzywami


Powoli wprowadzam do codziennego jadłospisu elementy typowe dla jesieni. Robię to stopniowo, aby łagodnie przejść do produktów wrześniowych i wykorzystać ostatnie dobrodziejstwa lata. 

Uwielbiam sałatę, często bez wyszukanych dodatków, z odrobiną vinegret. Teraz, gdy dni stają się chlodniejsze, postanowiłam nieco zmodyfikować moją ulubioną sałatę.. Do świeżych liści dodałam kawałki smażonych warzyw i kurczaka. W ten sposób uzyskałam wersję na ciepło, ktora idealnie pasuje do tej pory roku.

Sałatka ze smażonymi warzywami i kurczakiem

200 gr piersi z kurczaka

200 gr pieczarek

połówki kolorowych papryk

kilka rzodkiewek

szczypiorek

kilka liści dowolnej, zielonej sałaty

do kurczaka: sol, pieprz do smaku, łyżeczka słodkiej papryki 

olej do smażenia

Kurczaka kroję w podłużne kawałki, dodaję przyprawy i smażę na rumiany kolor na niewielkiej ilości oleju. Zdejmuję z patelni, smażę pokrojone pieczarki, kawałki papryki, a na koniec pokrojoną rzodkiewkę i posiekany szczypiorek.

Jeszcze ciepłe mięso, pieczarki i warzywa ukladam na lisciach sałaty. Polewam powstałym w czasie podsmażania sosem.







czwartek, 23 września 2021

Domowe śniadania w La Soukra/ Tunis

Wrześniowe słońce wprawia mnie w letnio - pogodny nastrój. Wypadałoby kupić wrzosy, dynię i zapalić energetyzujące świece, zaszyć się pod kocykiem i sięgnąć po ulubioną mieszankę herbat. Uwielbiam te klimaty, ale jeszcze nie jestem na nie gotowa. Co prawda poranki bywają rześkie, ale sloneczne promienie nie pozwalają mi zapomnieć o lecie. Z chęcią  sięgam do tegorocznych tunezyjskich wakacji, w czasie których tradycyjnie zahaczyliśmy o Tunis. Kilka dni spędziliśmy w nowoczesnym apartamencie w tym mieście. Udało nam się uciec od wielkomiejskiego zgiełku i zamieszkaliśmy w La Soukra, jednej z części tuniskiej metropolii.

Zapraszam Was na śniadanie i spacer w tym pięknym miejscu. Zobaczcie jak bardzo odbiega od wyobrażeń o tradycyjnej Tunezji. Jest nowocześnie, czysto, w budynku mieszka concierge, który zadba o Wasze bezpieczeństwo. Wieczorami w holu wyleguje się wypielęgnowany kot, który jest najlepszym dowodem zamożności tego miejsca.

W pobliskimi markecie na zwyczajnych zakupach możecie spotkać osoby z życia publicznego. Nam się udało stanąć twarzą w twarz, a raczej maseczką w maseczkę z Sami Fehri. Pomimo tak bliskiego spotkania z moim ulubionym tunezyjskim moderatorem, nie odważyłam się na wspólne selfie. Uznałam, że pewne rany są zbyt świeże i dużo złego działo się wokół jego osoby, aby mu zakłócać powrót do normalnego życia ( Google da Wam wyjaśnienia, ja nie ruszam tematów politycznych ). Jeśli macie ochotę na więcej tunezyjskich gwiazd, to udajcie się do położonego tuż obok Gammarth. Tutaj czekają na Was kluby ze znanymi muzykami, DJ-em i tancerzami. A po nocnych szaleństwach można przygotować ekspresowe śniadanie . Nie ma opcji, aby Wam nie smakowało, a to dzięki pobliskiej piekarni. Cudowne broszki, rogaliki, chrupiące bagietki, jak zwykle, mnie nie rozczarowały. Te produkty możecie kupować w Tunezji w ciemno. Do kompletu wystarczy dołożyć omlet z kremowym serkiem, rozgrzane od słońca pomodory, sok z pomarańczy, kawę z mlekiem i udany poranek zagwarantowany.