sobota, 7 listopada 2015

Domowe bułeczki na weekendowy poranek


W kuchni lubię sobie upraszczać życie.
Dotyczy to szczególnie nocnych wypieków.
Z jednego ciasta robię zakręcone bułki
i placki w stylu cebularzy.
Wynalazłam ten sposób na własne zapominalstwo.
Odkąd dzieci zaczęły swoją przygodę ze szkołą,
zdarzało mi się zapomnieć o kupnie pieczywa na kanapki.
Skoro świt nikomu nie chciało się pędzić do sklepu,
więc musiałam znaleźć inne rozwiązanie.
Ciasto na pieczywo rośnie praktycznie samo,
w domu rozlega się piękny zapach,
każdy wybiera swój ulubiony rodzaj
i czuje się wyjątkowo.
Jest tylko jedna wada:
trzeba pilnować, aby pieczywo nie zniknęło przez noc w tajemniczych okolicznościach.

Domowe bułeczki z makiem, cebulą i ricottą

Składniki:

pół kg mąki pszennej
20 dag drożdży
1 jajko
5 łyżek oliwy lub oleju
łyżeczka cukru
2 łyżeczki soli
2,5 - 3 szklanki letniej wody
mak do posypania
cebula

Mąkę przesiewam przez sitko. Na środku robię dołek, gdzie wrzucam pokruszone drożdże. Zalewam je szklanką letniej wody i dodaję łyżeczkę cukru. Dobrze mieszam i pozostawiam w ciepłym miejscu na 5-7 min. Następnie dodaję sól, rozbełtane jako, oliwę oraz wlewam pozostałą wodę. Przez kolejne 5 min wyrabiam ciasto. W razie potrzeby uzupełniam ilość wody lub dosypuję mąkę. Ciasto powinno być dość zwarte i po dobrym wyrobieniu odchodzić od rąk. Miskę z ciastem przykrywam lnianą ściereczką i odkładam na 1 godz. w ciepłe miejsce. Po tym czasie z ciasta formuję niewielkie kule i układam na posypaną mąką blacie.

Placki a'la cebularze

Z kulki ciasta robię niewielki, płaski placek. Na wierzchu układam lekko podsmażoną cebulę i posypuję makiem.

Zakręcone bułeczki

Kulkę ciasta dzielę na dwie części i z każdej robię dość długi pasek, który lekko turlam po blacie. Dwie części splatam ze sobą i gotowe łączę ze sobą na końcach, tworząc zamkniętą część.

Bułeczki z ricottą

Kulkę ciasta rozpłaszczam lekko palcami. Wierzch smaruję ricottą.

Bułeczki piekę w temperaturze 180 stopni przez 15 min z włączonym termoobiegiem. Zasady te dotyczą niewielkich bułek. W przypadku większych należy nieco wydłużyc czas pieczenia.













piątek, 6 listopada 2015

Najłatwiejszy makaron z łososiem i oliwą



Myślę, że w ponury, listopadowy piątek jak dziś
nie odmówicie porcji makaronu z łososiem.
Nie jest to bogata wersja z dominującym łososiem,
lecz codzienna, gdzie niewielkie ilości tego rybnego przysmaku
dają wystarczający smak.
Wystarczy tylko dobry makaron i trochę łososia,
aby dzień od razu zrobił się przyjemniejszy.
Danie praktycznie robi się samo,
więc świetnie się wtapia w tło pracowitego tygodnia.
Przekonujące ? Zatem do dzieła !

Makaron z łososiem i oliwą

Składniki:

400 g makaronu
200 g łososia ( filet )
pół cebuli
garść natki pietruszki
oliwa
sól, pieprz
starty parmezan do posypania

W trakcie gotowania makaronu podsmażam kawałki łososia z dodatkiem odrobiny oliwy. Dodaję pokrojoną cebulę i przyprawy. Podsmażam jeszcze przez chwilę, wielokrotnie mieszając całość. Na koniec wrzucam posiekaną natkę pietruszki.
Na talerzu układam porcję ugotowanego al dente makaronu, a na nim układam kawałeczki łososia i polewam oliwą z natką pietruszki. Posypuję startym parmezanem.














środa, 4 listopada 2015

Jesienne zapiski z rodzinnego domu


Z domu rodzinnego doskonale pamiętam
początki złotej, polskiej jesieni.
Mama wychodziła do pracy, a ja żegnałam ją hasłem:
"A lato było piękne tego roku",
Mama zaś zawsze odpowiadała:
"A na ziemi było tyle wrzosu na bukiety..."
To był nasz tajny kod, z wytrwałością i pasją powtarzany od lat.

Albo gdy wyglądałyśmy podparte na łokciach przez kuchenne okno
i obgadywałyśmy wszystkich gości zebranych na ślub.
Okna wychodziły na klasztor, więc w sobotnie popołudnia było na co popatrzeć.
Śmiałyśmy się, że sterczymy tu jak wiosenne prymulki.
Albo jak wracałam ze szkoły bez worka na buty lub czapki:
"Pewnie zostawiłaś w szkole albo ktoś ci zabrał"
To samo od lat i przy każdej okazji.
Albo gdy wracałam zmęczona, to zawsze padały słowa:
"No to trzeba się wcześniej położyć."
Albo kiedy płakałam nad życiem i problemami:
"Zostaw, połóż się, prześpij, jutro o tym pomyślisz"
Albo gdy przyszedł czas życiowych wyborów, doradzała:
"Z ładnej miski się nie najesz"
Albo kiedy podżerałyśmy w sobotę ciasto upieczone na niedzielę:
"Nic w tym domu się nie ukryje"
Albo gdy zakładałam hijab i robiłam sobie hotelowe selfie:
"Wiedziałam, że to się tak kiedyś zakończy"
Albo gdy wracałam zza granicy i niczym huragan dalej ruszałam w świat:
"Przecież dopiero przyjechałaś"
Albo kiedy podrzucałam trójkę moich gagatków:
"Porozpieldzielają mi wszystko"
( a potem i tak siedziała z nimi przez kilka tygodni )
Albo gdy w środku lata narzekała na temperaturę w krajach arabskich:
"Jakoś dzisiaj gorąco"
Ja: "Mamo, ale tu jest tak gorąco."
"Ale dzisiaj jakoś tak bardziej."
Równie dobrze ta lista mogłaby nie mieć końca.

Coraz częściej łapię się na tym, że pomimo usilnych starań porzucenia matczynych schematów,
powtarzam jej sekwencje swoim dzieciom i mężowi.
Zdarza nam się używać ich w zabawnych sytuacjach
i to z pełną premedytacją.
Nie mają szansy zniknąć z naszej rodzinnej mapy czasu.

Ale Gałczyńki pozostanie tylko jej i mój.

P.S. A lato było piękne tego roku,
       a na ziemi tego roku było tyle wrzosów na bukiety...

















wtorek, 3 listopada 2015

Pieczone papryki z bogatym wnętrzem


Nic nie smakuje prawdziwie jesiennie jak papryka.
No, może jeszcze podobnie mogłabym się wypowiedzieć na temat dyni.
Dzisiaj jednak biorę na warsztat warzywo,
od którego chyba jesteśmy lekko uzależnieni.
Z racji mieszkania w Polsce powinniśmy chyba zapełniać tunezyjskie kosze ziemniakami,
a tymczasem większe są u nas szanse na znalezienie papryki.
O tej porze roku smakuje ona wybornie.
Dla mnie mogłaby istnieć w podstawowej wersji, nieprzetworzonej,
jako dodatek do kanapek.
Moje nastolatki coraz częściej po nią sięgają i powoli przyzwyczajam się
do przedziwnych odgłosów wydobywających się znad laptopa czy książki.
Lepsze to niż chrupanie paki usmażonych na oleju snacków.
W końcu matka ma swoje sposoby na propagowanie zdrowej żywności.

Nasze dzieci od najmłodszych lat jadały nadziewaną paprykę.
No, raczej wydłubywały zgrabnie jej zawartość.
Zresztą próby zjedzenia tunezyjskiej papryki
skończyłyby się chyba zanikiem kubków smakowych.
Teraz z chęcią zjadają całość, a i nadzienie dostosowujemy do ich życzeń.
Powiem szczerze, że dzisiejsze wymyślił mój mąż
i jest ono ( o, dziwo ) wyjątkowo łagodne,
ale spełnia wszelkie wymogi doskonałości kulinarnej.
To nasz domowy przebój na ten tydzień.


Pieczone papryki z mięsno-jajecznym nadzieniem

Składniki:

5 zielonych papryk
400 g mięsa mielonego z indyka
1 cebula
4 ząbki czosnku
2 jajka ugotowane na twardo
2 surowe jajka
200 g wyrazistego sera żółtego
pęczek natki pietruszki
sól, pieprz
olej do smażenia papryki

Na sos:

2 łyżki koncentratu pomidorowego
2 ząbki czosnku

Mięso podsmażam na suchej patelni z dodatkiem posiekanej cebuli i natki pietruszki, które sprawią, że na początkowym etapie nie będzie konieczne użycie oleju i wody. Następnie dodaję sól i pieprz. Mięso podlewam niewielką ilością wody i gotuję przez ok. 15 min. Do lekko ostudzonego mięsa dodaję 2 surowe jajka, ugotowane wcześniej i posiekane i  starty na tarce żółty ser. Nadzieniem zapełniam oczyszczone połówki papryk i podsmażam je na odrobinie oleju. Zaczynam od spodniej części papryki, bo w ten sposób nadzienie odpowiednio się ułoży i będzie łatwiejsze przewrócenie warzywa na drugą stronę.
Paprykę można zjeść w takiej formie lub polać sosem pomidorowym. Ta druga wersja jest doskonała.

Sos przyrządzam z wykorzystaniem wody, w której dusiło się mięso oraz oleju, na którym podsmażałam papryki. Do tego dodaję koncentrat, przeciśnięty przez praskę czosnek oraz szczyptę soli i pieprzu. Całość podsmażam przez 5-10 min aż uzyska odpowiednią konsystencję.

Uwaga! Oczywiście wszystkie składniki możecie zredukować, jeśli jesteście mniejszą rodziną niż my :) Radzę Wam jednak przygotować większą ilość papryki, bo pewnie z chęcią sięgniecie po nią następnego dnia.







poniedziałek, 2 listopada 2015

Najprostsze, ale jakże wykwintne mule


Niewiele człowiekowi trzeba do szczęścia,
zwłaszcza kiedy kocha owoce morza.
Doskonałe pod każdym względem są mule,
które nie wymagają wielkiego gotowania
czy umiejętności rodem z Masterchefa.
Żadne tam podlewanie białym winem, podduszanie z masłem,
podstawą jest czysta forma, daleka od skażenia zbędnymi smakami.
Mój mąż do tego stopnia je uwielbia,
że mógłby śmiało zjeść 2 kilo bez mrugnięcia okiem.
Raczej marne widoki na taki wypas, bo w zasięgu ręki
ma jeszcze troje wielbicieli tych morskich pyszności.
Jedynie nasza najstarsza córka od czasu do czasu podejmuje próby
polubienia tych, jak twierdzi, dziwolągów.
Oczywiście żadne z nas jej do tego nie przekonuje.
Nawet mamy po cichu nadzieję,
że jej gust kulinarny nagle nie ulegnie zmianie.

Mule w wersji light

Składniki:

1 kg muli
1 cytryna lub limonka
1 łyżeczka mąki
opcjonalnie: natka pietruszki 

Mule płuczę dokładnie pod bieżącą, zimną wodą i umieszczam w wysokim garnku. Zalewam wodą do wysokości muszli, dodaję łyżeczkę mąki, którą dobrze rozpuszczam w wodzie oraz sok z połowy cytryny.Gotuję przez ok. 5 min. Po wyłożeniu muli na półmisek skrapiam je odrobiną soku z cytryny i ewentualnie posypuję posiekaną natką pietruszki. Wodę z gotowania wykorzystuję jako dodatek do zupy.












czwartek, 29 października 2015

Naleśniki z serem i gruszką w cynamonie, czyli kiedy już nie wiadomo co



Mam nadzieję, że Wam też zdarzają się dni,
kiedy człowieka dopada zniechęcenie
i najchętniej rzuciłby w kogoś patelnią,
niż ugotował coś przyzwoitego.
U mnie też się niekiedy wyczerpują pokłady energii i cierpliwości.
Ileż to razy można gotować dania na życzenie,
niczym w hotelowej restauracji ?
Zrób ryż, nie, bez ryżu, wolę makaron, z sosem, bez sosu,
coś na słodko, lepiej na ostro, zupę, jaką zupę, nie jadam zupy.

W takiej sytuacji zawsze się sprawdzają nasze poczciwe naleśniki.
Ich uniwersalność i prostota pozwalają uciszyć każdego malkontenta
i nakarmić wybrednego nastolatka.
Ostatnio zrobiłam naleśniki z nutką jesiennych aromatów.
Miałam trochę białego sera, ze 4 soczyste gruszki
i grono zadowolonych dzieci.
W kuchni pojawił się wspaniały, cynamonowy zapach.
Na dobre w naszym domu pojawiła się jesień.

Naleśniki z białym serem i gruszką

Składniki:

Na naleśniki:

3 jajka
2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mleka
pół szklanki wody
30 g oleju lub płynnego masła
szczypta soli
olej do smażenia naleśników
pół szklanki jogurtu naturalnego

Na nadzienie:

300 g białego sera
2 łyżki cukru
2-3 średniej wielkości gruszki
łyżeczka cynamonu, szczypta imbiru


Wszystkie składniki miksuję do konsystencji śmietany. Smażę naleśniki na niewielkiej ilości oleju.Każdy z naleśników smaruję rozdrobnionym serem z cukrem i kawałkami gruszek podgotowanymi w cukrze i cynamonie. Zwijam je w rulon, a na koniec podsmażam przez chwilę z obu stron na rumiany kolor. polewam sokiem powstałym z podgotowanych gruszek.









poniedziałek, 26 października 2015

Jesienny couscous z kurczakiem i dynią




Znalazłam sposób na pokochanie jesieni
i antidotum na deszczowe smutki.
Najlepiej na mnie działa kolor pomarańczowy,
a tego, na szczęście, o tej porze roku nie brakuje.
Otaczam się nim na każdym kroku,
rozkładam kolorowe misy, orientalne ozdoby,
intensywnie poszukuję pomarańczu w kuchni.
Od lat jesteśmy miłosnikami kulinarnych dyni.
Oczywiscie robimy dyniowe potworki,
lubimy dynię w słodko-octowej zalewie,
ale naszym faworytem jest duszenie jej w tunezyjskich sosach.
Wspaniale komponuje się z pozostałymi warzywami i ostrym sosem.
Nasze dzieci, kiedy jeszcze były małe,
wyciągały z sosu parzące kawałki dyni
i wpychały je całe do roześmianych buzi.
Teraz zdecydowanie inaczej działa ich kulinarna wyobraźnia
Córeczki  wzdychają do dyniowego latte,
a synek uwielbia pomaraćzowo-śmietanowy krem.


Couscous z kurczakiem i dynią

Składniki:

300 g couscousu ( lub dostępny w Polsce paczkowany kuskus )
3-4 kawałki kurczaka ( np. 2 ćwiartki podzielone na pół )
3 łyżki koncentratu pomidorowego
3-4 łyżki oleju
2 duże ząbki czosnku
1 mała cebula
2 marchewki
1 mała biała rzepa
3 ziemniaki
200-300 g dyni
3 łyżki cieciorki z puszki
2 łyżeczki soli,
1 łyżeczka harissy lub ostrej papryki w proszku,
1 łyżeczka tunezyjskiej przyprawy tabl ( opcjonalnie )
2 liście laurowe

Etap pierwszy:

Myję, obieram i kroję na kawałki warzywa. Odkładam na bok, później stopniowo będę je dokładać do sosu.

Etap drugi:

Kawałki mięsa mieszam w garnku z olejem, koncentratem i powoli podsmażam. Po ok.10 min dodaję wyciśnięty przez praskę czosnek, mieszam przez 2-3 min i stopniowo dodaję ciepłą wodę do zakrycia mięsa. Gotuję na średnim ogniu przez ok.40-45 min w zależności od wielkości kawałków mięsa. W międzyczasie mieszam i uzupełniam wodę. Kiedy mięso zaczyna się robić lekko miękkie, do sosu wrzucam twarde warzywa : marchewkę i rzepę.

Etap trzeci:

Jakieś pół godz przed końcem gotowania zaczynam przygotowywać couscous. Do dużej miski wsypuję couscous, wlewam 1 łyżkę oleju, dobrze mieszam, następnie dodaję szklankę zimnej wody. Po wymieszaniu odstawiam na 5-10 min aż kaszka zwiększy swoją objętość. W tym czasie do sosu wrzucam pozostałe warzywa, w tym duże kawałki dyni.
Nad gotującym się sosem  stawiam górną część garnka z couscousem i całość gotuję przez 15, max 20 min.
Po ugotowaniu couscous przekładam do dużej miski, dodaję szczyptę pieprzu i curry, łyżeczkę masła, mieszam dokładnie. Następnie wlewam sos, mieszam całość, układam na dużym talerzu i dekoruję mięsem i warzywami.
Do dania doskonale pasują kefir naturalny lub bałkański jogurt oraz oliwki.